- Co takiego? - spytał Aleksander z niedowierzaniem. - Przecież nie jesteśmy jeszcze gotowi na atak! Jeśli teraz...
- Nie jesteśmy i nigdy nie będziemy - przerwał mu ostro Kruk. - Zobacz tylko, jakie siły mamy do dyspozycji. Mamy młodych chłopców i uciekinierów z miasta, a także trzech przedstawicieli mojej rasy. To wystarczająco, żeby na tę chwilę się włamać, natomiast nigdy nie zbierzemy armii tysiąca wyszkolonych wojowników, powinieneś zdawać sobie z tego sprawę. Zresztą, jeśli jeszcze trochę tu pomieszkamy, to całkiem się zadomowimy w tej skalnej dziurze, walcząc o pozostanie niezauważonym. Jeśli zaś chcesz zebrać więcej osób, to pamiętaj, że wszystkim trzeba zapewnić wyżywienie. A Neira? Pomyślałeś o niej? Przez cały ten czas, gdy my przygotowujemy się do rewolucji, ona siedzi zamknięta w tej swojej szkółce, najprawdopodobniej od początku otumaniana jakimiś substancjami. Pomyśl chwilę, chłopcze. Co dobrego przyjdzie nam z odkładania wszystkiego na później?
niedziela, 20 listopada 2016
czwartek, 17 listopada 2016
Wielki powrót i ziemniaki
Po dłuższej przerwie technicznej (ta, jasne) wracamy do tworzenia bloga :)
Dzisiaj, tak na rozgrzanie atmosfery, wstawiam wierszyk na zamówienie naszego kochanego cenzora. Jego temat brzmiał: sonet o ziemniakach w stylu tragicznym. Dziękujemy Ci, o niezrównany mistrzu cenzorze, za twą wspaniałą wyobraźnię.
[cenzor: tym jedynym razem puszczę tą oczywistą ironię mimo uszu]
Przechodząc do rzeczy, sonet ma uroczy tytuł "Przyziemne problemy". :)
Dzisiaj, tak na rozgrzanie atmosfery, wstawiam wierszyk na zamówienie naszego kochanego cenzora. Jego temat brzmiał: sonet o ziemniakach w stylu tragicznym. Dziękujemy Ci, o niezrównany mistrzu cenzorze, za twą wspaniałą wyobraźnię.
[cenzor: tym jedynym razem puszczę tą oczywistą ironię mimo uszu]
Przechodząc do rzeczy, sonet ma uroczy tytuł "Przyziemne problemy". :)
I znowu
nadchodzą okropne chwile,
Gdy świat
chyli się ku mrocznej mogile.
Kroki na
schodach, w ciemności już sięga
Zakrzywionymi paluchami ręka.
Ja –
odsłonięty, poniżony, ginę,
Ostrza nie
mają litości ni krztynę.
A gdy już
pocięty legnę na stole,
Skończę swój żywot w piekielnym
rosole.
Życie jest
trudne, gdy jesteś kartoflem.
Bez przerwy
egzystujesz pod pantoflem.
I nie wiesz, kiedy zostaniesz
wybrany.
Na ostrzu
kucharza tylko cierpienie,
Raz tną
wzdłuż, raz wszerz, to twe przeznaczenie,
A na końcu i tak będziesz zjadany.
niedziela, 3 kwietnia 2016
Głos Kolorów | Wolność #3
Aleksander siedział na okrytym futrem murku, niecierpliwie
stukając palcami o siebie. Był całkowicie pochłonięty myślami, a do tego lekko
podekscytowany planem, który powstawał w jego głowie. Siedział w zaciszu swojej
kryjówki, dobrze ukrytej przed ciekawskimi oczami, a do tego strzeżonej przez
kilkudziesięciu ludzi, którym ufał. Choć może ufność to w tej sytuacji za wiele
powiedziane – wiedział po prostu, że żaden z nich nie ośmieliłby się go
zdradzić, każdy ze swoich powodów.
Przerwał rozmyślania i rozejrzał się po kryjówce. Była to przestronna komnata z jednym otworem wyjściowym oraz mnóstwem krótkich korytarzy i niewielkich pokojów, które się z nią łączyły, nieraz ciągnących się daleko w głąb skały, aż do serca góry. Wszystko to ukryte było wysoko ponad budynkami, z dala od domów mieszkalnych, choć kilka kroków od wyjścia rozciągał się doskonały widok na całe miasto. Nigdzie nie było widać ludzi, choć Aleksander wiedział, że są oni dobrze ukryci w strategicznych miejscach, skąd mogą obserwować życie mieszkańców. Kilku ze swoich szpiegów wysłał do samego centrum,
żeby mogli zbierać jak najwięcej informacji, czy to z plotek, czy nawet z lokalnych legend; tych drugich ostatnio przybywało, Aleksander sam zadbał o to, by kilka z nich, stworzonych przez niego, krążyło po rynku. Dzięki temu zdobywał niejako władzę nad tym, w co ludzie wierzą i czego się boją, a to potężna władza. Uśmiechnął się pod nosem. Na ulicach tego miasta nie działo się nic, o czym by nie wiedział.
Przerwał rozmyślania i rozejrzał się po kryjówce. Była to przestronna komnata z jednym otworem wyjściowym oraz mnóstwem krótkich korytarzy i niewielkich pokojów, które się z nią łączyły, nieraz ciągnących się daleko w głąb skały, aż do serca góry. Wszystko to ukryte było wysoko ponad budynkami, z dala od domów mieszkalnych, choć kilka kroków od wyjścia rozciągał się doskonały widok na całe miasto. Nigdzie nie było widać ludzi, choć Aleksander wiedział, że są oni dobrze ukryci w strategicznych miejscach, skąd mogą obserwować życie mieszkańców. Kilku ze swoich szpiegów wysłał do samego centrum,
żeby mogli zbierać jak najwięcej informacji, czy to z plotek, czy nawet z lokalnych legend; tych drugich ostatnio przybywało, Aleksander sam zadbał o to, by kilka z nich, stworzonych przez niego, krążyło po rynku. Dzięki temu zdobywał niejako władzę nad tym, w co ludzie wierzą i czego się boją, a to potężna władza. Uśmiechnął się pod nosem. Na ulicach tego miasta nie działo się nic, o czym by nie wiedział.
wtorek, 29 marca 2016
Głos Kolorów | Wolność #2
Przez zasłonięte grubą kotarą okno desperacko próbowały się
przedrzeć promienie południowego, jasnego słońca, kiedy Neira się obudziła. Otworzyła
oczy i natychmiast zalała ją fala bólu przenikającego przez jej przemęczoną
nauką głowę. Jęknęła z niezadowoleniem, ale powoli podniosła się z łóżka. Do
tej pory jeszcze nigdy nie obudziła się tak wcześnie, zazwyczaj to ktoś ze
służby przychodził do niej i zmuszał ją do wstania. Tym razem jednak czuła się
wypoczęta, nie licząc bólu głowy. Chwiejnie, podpierając się ręką o ścianę, podeszła
do okna, podczas gdy jej druga dłoń osłaniała oczy od słabego, choć rażącego ją
światła. Odetchnęła głęboko i delikatnie odsunęła zasłonę, czekając, aż jej
wzrok przyzwyczai się do słońca. Ponownie zignorowała irytujące kłucie w
skroniach i niecierpliwie czekała. Kiedy już mogła bez problemu spojrzeć na pomieszczenie,
zalane światłem po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, odkryła, że patrzenie
na mieniące się ściany tylko potęguje jej cierpienie. Czym prędzej przysunęła
się do okna i wyjrzała przez nie, napawając się jasnością dnia.
poniedziałek, 28 marca 2016
Życzenia wielkanocne
Z racji świąt wielkanocnych (minionych już, ale to nieważne :p świąteczny nastrój trwa!) oraz wiosny, która być może wreszcie nadejdzie, chciałabym wszystkim złożyć wiosenne życzenia. Oto one!
Gdy słoneczne dni zawitają,
Ludzie się ze śniegiem żegnają,
Nikt już szalików nie zakłada,
Ktoś pogodnie wita sąsiada:
To znak, że nadchodzą na wiosnę
Radosne święta wielkanocne!
Więc optymizmu, jajek smacznych,
W bród gości, pisanek cudacznych,
Całkowitego braku smutku,
Sukcesów, zieleni w ogródku,
By się nie powinęła noga
Życzy autorka tego bloga ;)
(PS
Jako że dzisiaj był lany poniedziałek, zapraszam czytelników do
dzielenia się swoimi przeżyciami z minionego dnia w komentarzach :) )
czwartek, 10 marca 2016
I... Nowy wiersz!
Z radością prezentuję następny wiersz mojego autorstwa - tym razem humorystyczny i z morałem :) Postarałam się, żeby wiersz był sylabotoniczny.
***
Rozprawa o
konsumpcjonizmie
Dzisiaj się toczy kolejna rozmowa.
Znowu „poważna”, to samo od nowa.
Ważni panowie, co służą ojczyźnie,
Którzy coś ględzą o
konsumpcjonizmie.
Jeden uważa, że nic w tym dobrego,
Złe przywiązanie do materialnego.
On, kiedy zerka za okno swej willi,
Widzi krajobraz prywatnej idylli:
Dziewięć basenów i pięć Mercedesów.
Kto tego pana nauczy
moresu?
Drugi pan mówi o konsumpcjonistach:
„Żyć nie powinni, to rzecz oczywista”.
Jeszcze dzień temu ten pan nas zapewniał:
„Każdy ma wartość, czy obcy, czy krewniak”.
Jawny hipokryzm jest w tym zachowaniu.
Czemu nie powie nikt
nic temu panu?
Trzecia osoba, już całkiem wkurzona,
Drze się, że prawdę wygłosi im ona.
Lecz w tym momencie wyłączam swe radio.
Słuchać ich dalej nie
będzie już warto.
wtorek, 8 marca 2016
Głos Kolorów | Wolność #1
Rozdział 1: Wolność
~7 lat później~
Neira szła chwiejnym, nierównym krokiem. Jej ostrożne kroki niosły się echem po pustym korytarzu, gdy stąpała po kamiennej posadzce. Ręką podpierała się o zimną ścianę, aby nie upaść. Co chwilę mijała jakieś drzwi prowadzące do nieznanych jej pokojów, raz po jednej, raz po drugiej stronie. Śmieszny układ, pomyślała. Czuła się o wiele bardziej zmęczona niż poprzedniego dnia, a przecież miała jeszcze tyle do zrobienia… Zatrzymawszy się, potrząsnęła lekko głową i odegnała wszystkie męczące myśli. Przez chwilę nie mogła się na niczym skoncentrować, ale zaraz odzyskała kontrolę nad sobą i ruszyła dalej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)