Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cośki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cośki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Zamknij oczy

Siedzący na środku pomieszczenia mężczyzna pisał coś w szaleńczym tempie w notatniku. Widać było, że wielokrotnie wyrywano z niego kartki i próbowano coś pisać koślawymi literami. Z niewielkiego okienka tuż pod sklepieniem wydobywało się nikłe światło, słabo rozlewając się po wszystkim, do czego udało mu się dosięgnąć.

W celi zazwyczaj było ciemno. Naprawdę ciemno, nie tak jak podczas zwykłej nocy. Wolałbym, żeby tak pozostało. Nie musiałbym widzieć tych okropnych rzeczy... Ściany i podłoga są oblepione... czymś. Dotychczas mogłem wmawiać sobie, że to wygodne dywany. Cóż, teraz, gdy wyglądają jak ludzka skóra wywrócona na drugą stronę, nie będzie to takie proste. Kraty w oknie nie są zrobione z metalu. To kości. Na niektórych z nich znajdują się wycięte znaki. Nie chciałbym znać ich historii. Ale najgorsze były obrazy, które widziałem przez liczne dziury w ścianie. Chyba już nigdy nie zasnę, mając je przed oczami. Nie, nawet nie próbuję ich opisywać. Najlepiej będzie, jeśli skupię się na swym notesie. Muszę coś zapisać. Inaczej oszaleję. A sądziłem, że oszalałem już dawno.

środa, 30 listopada 2016

[rozmowy] w toku - czyli drobny kryzys

tu coś byndzie


ale jeszcze ni ma


jak napiszesz błont po błyndzie


to cię dopadnie zima


poeta mocno


~~~
[Znalezione gdzieś w archiwum przez cenzora☆]

wtorek, 22 listopada 2016

Gęstość czasu, czyli smutna rzeczywistość



Dzisiaj trochę smutniejszy nastrój. Bo jesień.


Gęstość czasu

Coś kapnęło na nos
Coś kapnęło na ucho
Coś kapnęło na powiekę przymkniętą
By nie widzieć nielicznych spojrzeń padających wprost
Na ciebie
Przytłaczających cieżarem wyższości
Wszechogarniająca aura dumy
Gdy kroczą pewni siebie po rdzawym dywanie
W porze krwawienia drzew 
Gdzieniegdzie kałuże leżą deptane
Słone łzy cierpienia
Cichy płacz nieba zszargany

Ty nie jesteś taki jak oni
Ty oddajesz cześć każdemu z drzew spływających szarością
I ziemi, ona cię wychowała
I kamieniom, po nich stąpasz
I każdej żywej istocie
Nawet im
Pośród niezgłębionej dżungli betonu
Stoisz samotnie
Bez zbędnych słów
Wśród deszczu mimo rozmazanego tłumu

Taka jest rzeczywistość
Gdy wpatrujesz się w bezdenne przestworza
Rozrywane srebrzystymi smugami metalicznego wiatru
Krople smutku mącą uczucia
Tęsknotę za ukochaną osobą
On już nie podejdzie, nie przytuli, nie pocieszy

Czy to już samotność
Kiedy czekasz pośród nich na to, co nie przyjdzie
Liczysz na cud
Stojąc wytrwale na niekończącej się warcie
Byle tylko być wiernym
Byle wytrwać do końca
Byle tylko go nie zawieść
Może wtedy przyjdzie

Nie, nie, nie, rozglądasz się
Jego już tu nie będzie
(Co to jest samotność?)
Wilgotna ziemia jedyną towarzyszką
Pod ogromem bezsensu rzeczywistości
Bo taka jest rzeczywistość

Samotność?
Dopiero teraz
Zaczyna się samotność

czwartek, 17 listopada 2016

Wielki powrót i ziemniaki

Po dłuższej przerwie technicznej (ta, jasne) wracamy do tworzenia bloga :)
Dzisiaj, tak na rozgrzanie atmosfery, wstawiam wierszyk na zamówienie naszego kochanego cenzora. Jego temat brzmiał: sonet o ziemniakach w stylu tragicznym. Dziękujemy Ci, o niezrównany mistrzu cenzorze, za twą wspaniałą wyobraźnię.
[cenzor: tym jedynym razem puszczę tą oczywistą ironię  mimo uszu]
Przechodząc do rzeczy, sonet ma uroczy tytuł "Przyziemne problemy". :)


I znowu nadchodzą okropne chwile,
Gdy świat chyli się ku mrocznej mogile.
Kroki na schodach, w ciemności już sięga
Zakrzywionymi paluchami ręka.

Ja – odsłonięty, poniżony, ginę,
Ostrza nie mają litości ni krztynę.
A gdy już pocięty legnę na stole,
Skończę swój żywot w piekielnym rosole.

Życie jest trudne, gdy jesteś kartoflem.
Bez przerwy egzystujesz pod pantoflem.
I nie wiesz, kiedy zostaniesz wybrany.

Na ostrzu kucharza tylko cierpienie,
Raz tną wzdłuż, raz wszerz, to twe przeznaczenie,
A na końcu i tak będziesz zjadany.

czwartek, 10 marca 2016

I... Nowy wiersz!

Z radością prezentuję następny wiersz mojego autorstwa - tym razem humorystyczny i z morałem :) Postarałam się, żeby wiersz był sylabotoniczny.

***


Rozprawa o konsumpcjonizmie
  
Dzisiaj się toczy kolejna rozmowa.
Znowu „poważna”, to samo od nowa.
Ważni panowie, co służą ojczyźnie,
Którzy coś ględzą o konsumpcjonizmie.
  
Jeden uważa, że nic w tym dobrego,
Złe przywiązanie do materialnego.
On, kiedy zerka za okno swej willi,
Widzi krajobraz prywatnej idylli:
Dziewięć basenów i pięć Mercedesów.
Kto tego pana nauczy moresu?
  
Drugi pan mówi o konsumpcjonistach:
„Żyć nie powinni, to rzecz oczywista”.
Jeszcze dzień temu ten pan nas zapewniał:
„Każdy ma wartość, czy obcy, czy krewniak”.
Jawny hipokryzm jest w tym zachowaniu.
Czemu nie powie nikt nic temu panu?
  
Trzecia osoba, już całkiem wkurzona,
Drze się, że prawdę wygłosi im ona.
Lecz w tym momencie wyłączam swe radio.
Słuchać ich dalej nie będzie już warto.
 

poniedziałek, 29 lutego 2016

Coś zupełnie innego

Tym razem wrzucę coś zupełnie innego i całkowicie oderwanego od głównego wątku bloga. Tak jak mówiłam, czasem będą się pojawiać tu także różne wiersze i opowiadania  niezwiązane z "Głosem kolorów". Tak więc powróćmy z bajecznie kolorowego świata na szarą i jakże niesprawiedliwą matkę Ziemię.

***

Błotne doły

Gdy kopałem wczoraj dół,
Jakiś dzieciak na mnie pluł.
Ubłociłem się na wpół,
Gdy kopałem wczoraj dół,
Jezdni rozwaliłem pół.
I mój humor się popsuł: 
Gdy kopałem wczoraj dół, 
Jakiś dzieciak na mnie pluł.
  
To nie dla mnie błotne doły,
Przecież ja kończyłem szkoły.
Choćbym był z pieniędzy goły,
To nie dla mnie błotne doły.
Harujemy tu jak woły,
Ulitujcie się, anioły: 
To nie dla mnie błotne doły, 
Przecież ja kończyłem szkoły. 
  
Praca ciężka, płaca marna,
Ledwo starczy na garść ziarna.
Nawet gdy dusza mocarna,
Praca ciężka, płaca marna.
Twarz od błota ciągle czarna.
Dzień prażący, a noc skwarna: 
Praca ciężka, płaca marna, 
Ledwo starczy na garść ziarna. 
  
Gdy kopałem wczoraj dół,
Jakiś dzieciak na mnie pluł.
Ubłociłem się na wpół,
Gdy kopałem wczoraj dół,
Jezdni rozwaliłem pół.
I mój humor się popsuł: 
Gdy kopałem wczoraj dół,
Jakiś dzieciak na mnie pluł.