Według Nefryty spadali. To było jedyne słowo, jakim potrafiła określić to uczucie. Czuła, że się przemieszcza, choć jedynym, co widziała, było tajemnicze światło, którego koloru nie potrafiła nawet określić. Coś jakby…świergoczący? Chroboczący kolor, czy to możliwe? Uświadomiła sobie, jak dziwne było to stwierdzenie i porzuciła sprawę nieznanej barwy.
Wszystko wokół wydawało się dziwnie nieruchome. Minuty
mijały, a ona nie była pewna, co ma zrobić. W jednym momencie spostrzegła, że w
pobliżu nie ma ani Aleksandra, ani tego całego Kilaki. Co się z nimi stało?
Chciała krzyczeć, lecz nie mogła otworzyć ust. Ba, wcale nie mogła się ruszyć.
Zaczęła się właśnie zastanawiać, czy kiedykolwiek się stąd wydostanie, gdy
otaczające ją światło gwałtownie znikło i została brutalnie przywrócona do
rzeczywistości. Poczuła się, jakby dostała z pięści w brzuch. Zamrugała oczami
i nagle zrobiło jej się okropnie niedobrze. Miała ogromną potrzebę natychmiast
wyrzucić zawartość swojego żołądka na kamienną posadzkę. Właśnie, od kiedy tu
znajduje się posadzka?